Ministerstwo Zdrowia przedłużyło do 2028 r. pilotaż dotyczący zdrowia reprodukcyjnego, umożliwiający farmaceutom wystawianie recept na antykoncepcję awaryjną w aptekach. Z danych resortu wynika, że w 2025 r. skorzystało z niego blisko 53 tys. osób.
Antykoncepcja awaryjna, potocznie nazywana „pigułką dzień po", stosowana jest po odbytym stosunku seksualnym, który był niezabezpieczony, lub gdy zastosowane metody antykoncepcji okazały się niewystarczające.
Ma ona na celu zapobieganie zapłodnieniu poprzez blokowanie lub opóźnianie owulacji.
– Tabletka „dzień po" zawiera dużą dawkę substancji, która hamuje lub opóźnia owulację. Jeżeli pacjentka przyjmie ją po owulacji, nie zadziała ona i w żaden sposób nie zagrozi ciąży. Czym innym jest tabletka wczesnoporonna. Jak sama nazwa wskazuje, ma wywołać rozwarcie szyjki macicy, krwawienie i poronienie – mówiła w „Wyborczej" ginekolożka dr Anna Iwanicka-Piotrowska.
Pigułka "dzień po" od farmaceuty odciąża lekarzy
Według Ministerstwa Zdrowia wprowadzony w 2024 r. w ramach pilotażu program działa. Powstał on po zawetowaniu przez Andrzeja Dudę projektu ustawy przewidującej dostęp do antykoncepcji awaryjnej bez recepty. Umożliwienie farmaceutom wystawiania recept na pigułkę "dzień po" odciążyło lekarzy, zwiększając dostęp do antykoncepcji awaryjnej.
W uzasadnieniu do rozporządzenia ministerstwo wskazało, że program pilotażowy wypełnia dotychczasową lukę systemową i jest efektywny.
Po uruchomieniu programu liczba wydawanych opakowań wzrosła o 34,4 proc. rok do roku, a ponad dziewięć na dziesięć konsultacji w aptece kończyło się wystawieniem recepty.
- Program pilotażowy potwierdza rosnącą rolę farmaceutów jako dostępnego ogniwa systemu ochrony zdrowia. Możliwość realizacji części świadczeń w aptekach zwiększa szybkość dostępu do pomocy i może ograniczać obciążenie podstawowej opieki zdrowotnej. Kluczowe dla dalszego funkcjonowania programu będzie jednak zapewnienie jednolitych standardów, uproszczenie procedur oraz wyrównanie dostępności usługi dla pacjentek w całym kraju - mówi prof. dr hab. n. med. Rafał Stojko, prezes Polskiego Towarzystwa Ginekologów i Położników.
W mieście łatwiejszy dostęp, na wsi trudniejszy
Pilotaż jest jednak rozwiązaniem dalekim od ideału. Świadczy o tym choćby fakt, że jedynie co dziesiąta apteka uczestniczy w programie. Skomplikowana procedura przystępowania do niego zniechęca wiele placówek. W efekcie dostęp do antykoncepcji awaryjnej jest nierównomierny.
Osoby mieszkające w dużych miastach mogą liczyć na łatwiejszy dostęp do świadczenia. Z kolei mieszkańcy wsi i mniejszych miejscowości, którzy często mierzą się z wykluczeniem komunikacyjnym, najczęściej muszą po lek pojechać.
Zdaniem środowiska farmaceutycznego uproszczenie zasad udziału aptek w programie mogłoby znacząco zwiększyć liczbę punktów realizujących świadczenie, a tym samym poprawić dostęp do antykoncepcji awaryjnej w całym kraju.
Ponadto apteki uczestniczące w programie bardzo często nie działają całodobowo. To również może stanowić utrudnienie dla osób poszukujących tabletek. Czas ma tu w końcu kluczowe znaczenie.
Według wielu ginekologów i farmaceutów najbardziej efektywnym sposobem na zwiększenie dostępności pigułki "dzień po" byłoby umożliwienie jej wydawania bez recepty.
- Postulaty uproszczenia dostępu do antykoncepcji awaryjnej wpisują się w szerszy europejski trend zwiększania roli aptek w systemie ochrony zdrowia. W wielu krajach UE preparaty te są dostępne bez recepty, co, jak wskazują analizy systemowe, skraca czas dostępu do nich i ogranicza zbędne obciążenie systemu podstawowej opieki zdrowotnej – mówi dr hab. n. med. Piotr Merks, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Farmacji.