Sobota, 12 września 2026

Monika Tutak-Goll
Redaktorka naczelna


Wchodzą do szkoły, a telefony zostawiają w szatni, albo trzymają w plecaku, wyłączone. Do smartfona mogą zajrzeć dopiero, gdy skończą lekcje. Taką zmianę wprowadziła już Francja, Włochy, Grecja, Portugalia. Szkoły zmagały się z tam z brakiem koncentracji na lekcjach, nauczyciele obserwowali wpływ telefonów na relacje społeczne.

Czytam, że w polskiej szkole było tak samo: dzieci na przerwach siedziały w smartfonach, a na lekcjach wychodziły do toalety, żeby poscrollować. Zamiast bawić się, wolały wysyłać wiadomości na komunikatorach. Nie rozmawiały ze sobą, oglądały TIK TOKA, odpalały aplikacje.

Diagnoza, którą zleciło MEN, mówi tak: 71 proc. nastolatek i nastolatków uważa, iż są uzależnieni od telefonów. 60 proc. odczuwa chroniczne zmęczenie. 73 proc. dzieci w wieku 12-14 lat wie, gdzie znaleźć pornografię w internecie, a 26 proc. dzieci pomiędzy 7 a 12 rokiem życia miała kontakt z pornografią. 47 proc. osób w wieku 13-16 lat natknęło się na szkodliwe treści w mediach społecznościowych (PAP). Niepokojące? Bardzo.

Są w Polsce szkoły, w których zakaz korzystania z telefonów obowiązuje od lat. „Pierwszy dzień był szokiem” – mówi w „Wysokich Obcasach” jedna z dyrektorek. Dla uczniów? Skąd, dla rodziców. To oni mieli pretensje do dyrekcji i pytania: jak skontaktują się z dzieckiem, kiedy będą potrzebowali? Jak można pozwolić na tak drastyczne posunięcie, na brak kontaktu? Byli tacy, którzy dzwonili z pretensjami do szkoły, ba, nawet do kuratorium! I nie mieli oporów, by telefonować do dziecka w czasie lekcji. Zakaz w tych szkołach wcale nie okazał się problemem dla uczniów, ale dla niektórych rodziców już tak.

Jakby nie mieli wystarczających narzędzi kontroli. Przecież aplikacje Librusa i Vulkana odpowiadają za cyfrową nadopiekuńczość, to zwykły system nadzoru dziecka, odbiera mu sprawczość i samodzielność, często nie daje szansy rozwiązać problemu bezpośrednio z nauczycielem, bo rodzic natychmiast dostaje powiadomienie o nowej jedynce czy uwadze i pisze do wychowawcy, o co chodzi. Nie mam Librusa w telefonie, zaglądam w sytuacji koniecznej, przez stronę. A i tak wydaje mi się to opresyjne, zwłaszcza w przypadku starszych uczniów.

 Czy zakaz używania smarfonów w szkole pomoże walczyć z uzależnieniem dzieci? Średnio, jeśli nie zaczniemy od siebie. Dorośli sami mają problem z uzależnieniem behawioralnym od telefonów. Zwróćcie dziś uwagę, ile osób w autobusie, tramwaju, metrze nie siedzi w telefonie. Ciekawe, prawda?

W NAJNOWSZYM NUMERZE

"Rodzice dzwonili do uczniów w czasie lekcji. Mieli pretensje, że nie odbierają"
Zakaz używania telefonów komórkowych w szkołach podstawowych zaskoczy nie wszystkie placówki. W części polskich szkół obowiązuje od lat, nie tylko podczas lekcji, ale również na przerwach. - Niektórym rodzicom bardzo się to nie podobało - opowiada jedna z dyrektorek.
CZYTAJ WIĘCEJ

NIE PRZEGAP

WARTO PRZECZYTAĆ