|
Przez wiele lat prowadziłam agencję reklamową, zatrudniałam pracowników i jednocześnie wychowywałam sześcioro dzieci.
Było dużo obowiązków, decyzji, odpowiedzialności i ludzi, którzy czegoś ode mnie potrzebowali. Trzeba było organizować, pamiętać, przewidywać i reagować, gdy coś nie szło zgodnie z planem.
Przez lata byłam więc osobą, która po prostu ogarnia.
To określenie brzmi jak komplement. I rzeczywiście, umiejętność radzenia sobie w trudnych sytuacjach wiele razy bardzo mi pomogła. Problem zaczyna się jednak wtedy, kiedy „ogarnianie” przestaje być umiejętnością, a staje się jedynym znanym sposobem funkcjonowania.
Kiedy zaczynasz wierzyć, że musisz wszystkiego dopilnować.
Że nie możesz się zatrzymać, bo bez Ciebie coś się rozpadnie.
Że powinnaś przewidywać potrzeby innych, zanim ktokolwiek zdąży o nich powiedzieć.
Że spokój w domu, pracy i relacjach zależy przede wszystkim od Ciebie.
I że dopiero kiedy wszyscy inni będą zaopiekowani, być może przyjdzie czas na Ciebie.
Tylko że ten moment jakoś nie przychodzi.
Zawsze pojawia się kolejna sprawa, kolejna potrzeba i kolejna osoba, dla której trzeba być. Człowiek potrafi przez lata funkcjonować w taki sposób i nawet nie zauważać, jak wiele napięcia nosi w sobie.
Z czasem zobaczyłam, że branie odpowiedzialności za innych to nie zawsze to samo co budowanie dobrej relacji.
Można pomagać, organizować i być dostępną, a jednocześnie coraz bardziej tracić kontakt ze sobą. Można tak bardzo pilnować, żeby nikogo nie rozczarować, że przestaje się w ogóle pytać siebie:
„Co ja czuję?”
„Czego potrzebuję?”
„Czy naprawdę chcę się na to zgodzić?”
„Czy ta odpowiedzialność rzeczywiście należy do mnie?”
To były ważne pytania również wtedy, kiedy po pięćdziesiątce zdecydowałam się zmienić swoje życie zawodowe. Mogłam pozostać przy tym, co znałam i co przez lata budowałam. Zamiast tego zaczęłam zdobywać nowe kompetencje, ukończyłam kolejne szkoły i weszłam na nową drogę pracy z ludźmi.
Ta zmiana nie zaczęła się jednak wyłącznie od kolejnego planu zawodowego. Musiałam najpierw stanąć po swojej stronie i uznać, że mam prawo zapytać, czego chcę na dalszą część swojego życia.
Nie chodziło o odrzucenie odpowiedzialności ani przestanie dbania o bliskich. Chodziło o zrozumienie, że dobra relacja nie wymaga ode mnie ciągłego rezygnowania z siebie.
Być może Ty również jesteś tą osobą, która w swojej rodzinie albo pracy wszystko ogarnia.
Pamiętasz za innych.
Łagodzisz konflikty.
Przewidujesz, kto może się zdenerwować.
Rezygnujesz ze swoich potrzeb, żeby zachować spokój.
Czujesz napięcie, kiedy ktoś jest z Ciebie niezadowolony.
Wiesz, że powinnaś postawić granicę, ale natychmiast pojawia się myśl: „A co, jeśli go zranię? Co, jeśli pomyśli, że jestem egoistką? Co, jeśli mnie odrzuci?”
W takich momentach nie reagujemy wyłącznie na to, co dzieje się dzisiaj.
Czyjaś krytyka może dotknąć dawnego przekonania: „Nie jestem wystarczająco dobra”.
Milczenie bliskiej osoby może zostać odczytane jako: „Przestałam być ważna”.
Czyjaś granica może obudzić lęk: „Już mnie nie chce”.
A zwykłe odmienne zdanie może zostać potraktowane jak zagrożenie dla całej relacji.
Wtedy zaczynamy atakować, wycofywać się, tłumaczyć, kontrolować albo jeszcze bardziej się dopasowywać. Nie dlatego, że tego chcemy. Po prostu uruchamia się znany sposób ochrony przed odrzuceniem, konfliktem albo poczuciem winy.
Później, kiedy emocje opadają, często myślimy:
„Dlaczego znowu tak zareagowałam?”
Albo:
„Dlaczego znowu nic nie powiedziałam, chociaż obiecywałam sobie, że tym razem postawię granicę?”
Zmiana w relacjach nie zawsze zaczyna się od tego, że druga osoba zachowa się inaczej. Czasami zaczyna się od momentu, w którym Ty rozpoznajesz, co zostało w Tobie poruszone, i przestajesz oddawać staremu schematowi prawo do podejmowania kolejnej decyzji.
Wyobraź sobie, że potrafisz:
- zauważyć swoją emocję, zanim zamieni się w wybuch albo wycofanie,
- powiedzieć, czego potrzebujesz, bez atakowania i oskarżania,
- postawić granicę bez wielogodzinnego poczucia winy,
- wysłuchać odmiennego zdania bez traktowania go jak odrzucenia,
- pomagać innym bez przejmowania odpowiedzialności za całe ich życie,
- dbać o relacje, nie rezygnując przy tym z siebie.
Nie oznacza to, że wszystkie rozmowy staną się łatwe i nikt już nigdy Cię nie zrani. Oznacza, że możesz odzyskać większy wpływ na to, co zrobisz z tym, co czujesz.
Właśnie nad tym będziemy pracować podczas Całodniowego Warsztatu Uwalniania Emocji i Zmiany Przekonań.
Przyjrzymy się nie tylko relacjom, ale również zdrowiu i finansom, ponieważ w każdym z tych obszarów mogą działać podobne przekonania:
„Muszę zasłużyć”.
„Nie mogę zawieść”.
„Moje potrzeby mogą poczekać”.
„Jeżeli odpuszczę kontrolę, wszystko się rozpadnie”.
Spotykamy się 10 października na żywo, od 8:00 do 19:00. Będzie to dzień praktycznej, przeżyciowej pracy z emocjami, przekonaniami i nawykowymi reakcjami.
I ważna informacja: tylko do jutra możesz skorzystać ze zniżki z kodem EMOCJE.
Jeśli od kilku dni wracasz myślami do tego warsztatu, ale nadal odkładasz decyzję, zatrzymaj się na chwilę i sprawdź:
Czy naprawdę potrzebujesz jeszcze więcej czasu do namysłu, czy znowu trudno Ci wybrać coś, co ma być wyłącznie dla Ciebie?
Każda odpowiedź jest w porządku. Ważne, żeby była Twoją świadomą decyzją, a nie kolejnym automatycznym odsunięciem siebie na później.
|