W parlamencie toczy się debata na temat "prawa śniegu" na terenach górskich, równo w dwudziestą rocznicę rozpoczęcia takich starań przez polityków znad Wisły.
Idea ta po raz pierwszy zaistniała w polskiej debacie publicznej w 2006 roku za sprawą Romana Giertycha. Giertych przyjechał wtedy na Podhale, proponując projekt ustawy, która wzorując się na rozwiązaniach alpejskich miała pozwolić na narciarskie użytkowanie prywatnych gruntów zimą bez konieczności uzyskiwania zgody każdego właściciela z osobna. Pomysł spotkał się wówczas z ostrym protestem wielu górali.
Temat teraz powrócił z dużą siłą z powodu nowego, parlamentarnego projektu zmian w ustawie o gospodarce nieruchomościami. Nowe przepisy, autorstwa grupy senatorów, zakładają uznanie tras narciarskich i kolei linowych za cel publiczny. Miałyby one umożliwić administracyjne ograniczenie korzystania z prywatnych działek na rzecz stacji narciarskich, jeśli zgodę wyrazi gmina oraz właściciele reprezentujący 75 procent powierzchni terenu. Wywołuje to ponowne, potężne napięcia – w obronie własności górali zaangażował się między innymi mecenas Ryszard Kalisz.
Tymczasem pierwszy jesienny śnieg w tym roku, który w ubiegłym tygodniu spowodował wprowadzenie pierwszego stopnia zagrożenia lawinowego w Tatrach, nieco stopniał. Zagrożenie lawinowe w tych górach odwołano, jednak w wyższych tatrzańskich partiach wciąż zalega cienka warstwa śniegu, na tamtejszych szlakach jest ślisko.
A w Himalajach, jak zawsze, jest bardzo niebezpiecznie.