Jak pewnie wiele z was śledzę sprawę Linsday Clancy. Abstrahując od samego procesu i zawirowań wokół niego oraz od tego, co myślimy o winie i odpowiedzialności oskarżonej, bardzo uderza mnie jedna rzecz.
To mianowicie, ile wokół tej sprawy podniosło się głosów skrzywdzonych, zaniedbanych przez system kobiet. Publicznie na forach i mediach oraz w prywatnych wiadomościach kobiety mówią o tym, jak bardzo kiedyś tam były osamotnione. W połogu, depresji poporodowej, bydlęcym zmęczeniu z powodu niespania. Kobiety te są różne, sytuacje, w jakich były, a jednak to, co mówią i piszą wiąże się w jeden przekaz: system nie interesuje się tym, jak czuje się matka małego dziecka. Jeśli poród zakończył się dobrze, dziecko jest zdrowe i wraca ze szpitala do domu, znaczy, że wszystko jest okej. System - myślę o ochronie zdrowia, ale też o bliskich i dalszych osobach z otoczenia matek – dopytuje o dziecko: sprawdza, czy przybiera na wadze, czy rozwój idzie zgodnie z kalendarzem, czy jest zaszczepione (no, tu mogłoby z tą kontrolą być lepiej), ale rzadko pyta o matką. Jeśli już, to na ogół kończy się na pytaniu, czy maluch dobrze śpi. Ale dalej system nie wchodzi. Nie pyta o nastrój, emocje i myśli, nie stara się namierzyć momentów, które są kiepskie.
Sprawa Linsday Clancy odkorkowała też drugie zagadnienie: owianą tabu agresję matek wobec dzieci. A przecież każda matka ją zna. Musi znać, bo agresja jest emocją występującą u nas wszystkich. Możemy ją wypierać, tłumić czy nie zauważać, ale jest. I naturalnym jest, że występuje również wobec osób najbliższych, bo jak można żyć z kimś latami pod jednym dachem bez kryzysowych sytuacji? Matki i ojcowie odczuwają gniew, irytację, agresję wobec dzieci i odwrotnie. I większość z nas na szczęście jest na tyle dojrzała, że potrafimy sobie z tymi emocjami radzić i nie dawać im upustu. Niemniej przyznanie się do tego, że poczuło się agresję wobec własnego dziecka, zwłaszcza małego, jest nadal czymś, na co wiele osób nie może się zdobyć.
Być może tragedia, jaka wydarzyła się w Stanach – przy zachowaniu wszelkich proporcji, bo Clancy najprawdopodobniej miała psychozę poporodową i zupełnie straciła kontakt z rzeczywistością - pomoże nam lepiej obsługiwać swoje trudne emocje i zrozumieć, że są one częścią rodzicielstwa, które jest sprawą wymagającą jak mało która inna. .