Kiedy zostałam mamą, ogarnęło mnie wrażenie, że cały świat tylko na to czekał. Wciąż otwierały się nowe place zabaw. Kina urządzały seanse dla rodziców z niemowlakami. Restauracje kusiły salami dla maluchów. Chodziłam z dziećmi wszędzie – z jednym, potem z dwójką – także na wydarzenia, które nie miały etykiety familijnych. Raz ktoś krzywo spojrzał, gdy w miejskim lesie karmiłam niemowlę piersią. Zapamiętałam to, bo przez głowę przemknęła mi myśl: „A spróbuj mi coś powiedzieć". Czułam, że mam prawo być matką. A moje dzieci mają prawo być dziećmi.Oboje urodzili się w latach nastych tego wieku – nie tak dawno, a jakby całą epokę temu. Nie miałam wtedy smartfona, a w serwisach społecznościowych wyświetlały mi się wpisy znajomych. Czytałam papierowy miesięcznik „Dziecko", zaśmiewałam przy internetowym „Bachorze", satyrze na rodzicielstwo.
Jasne, że nie było cukierkowo. Matki gromadziły się na forach, by polaryzować się wokół detali. Wózek czy chusta? Słoiczki czy domowe obiady? Kto chciał emocji – miał je. A pamiętacie felieton Zbigniewa Mikołejki o „wózkowych" w „Wysokich Obcasach Extra"? Roszczeniowych – zdaniem filozofa – rozpychających się w mieście babach, które ze względu na macierzyństwo oczekują specjalnych praw? Tekst wywołał burzę. Był jednak wybrykiem prowokatora, a nie typem wypowiedzi, z którymi matki mierzyć się muszą na co dzień.
W przyszłym roku przypada 15-lecie tamtej awantury. Sporo się od tamtego czasu zmieniło. O tym, jak jest dziś, pisze w tym numerze Monika Pastuszko. Algorytmy wyciągają skrajności do głównego nurtu. Z nienawistnymi komentarzami stykasz się na co dzień. W efekcie jako mama wciąż czujesz, że powinnaś przepraszać za swoje macierzyństwo: w autobusie, na ulicy, w sklepie. Nawet jeśli białkowi ludzie dookoła ciebie są mili, głowę masz już zatrutą.
Co można z tym zrobić? Zaapelować do big techów, by zaprowadziły spokój w serwisach społecznościowych? Tego raczej nie doczekamy. Matki powinny wyłączyć telefony? Świetny pomysł, tylko pamiętajmy, że rodzice też pracują, muszą załatwiać sprawy, być na bieżąco.
Może wystarczy przestać rodzić? To akurat już się dzieje. I ten trend w przyszłości niekoniecznie musi nam służyć.
I dlatego życzliwiej spójrzmy na rodziców małych dzieci. Bo zaraz obudzimy się w dystopii, w której wściekły internet ochoczo wyżywa się na dzieciach, a tych prawdziwych, które mogłyby zrobić hałas, dookoła już dawno nie ma.